Ile znasz ryb?

Teoretycznie znam hiszpański biegle. W praktyce jest cała masa słów, których nie jestem w stanie przetłumaczyć. Czy to źle? Pora zacząć nadrabianie zaległości, a w CV zmienić znajomość języka z C2 na B1? Nie, to naturalne. Tłumacz, nauczyciel czy nawet użytkownik natywny nie jest słownikiem!

Nie mam absolutnie żadnych kompleksów w związku z tym, że nie odróżniam wielu nazw ryb po hiszpańsku. Czy powinnam? Być może wiele osób tak stwierdzi, w końcu jestem tłumaczem, ale dla mnie te nazwy to są bardzo abstrakcyjne pojęcia.

Jeśli nie jestem w stanie po polsku, we własnej głowie, stwierdzić, czy mam na myśli jesiotra czy szczupaka, to nie sądzę, żeby znajomość tych dwóch słów była dla mnie istotna w pozostałych znanych mi językach.

Jesiotr. [Duane Raver/U.S. Fish and Wildlife Service - fws.gov]
Jesiotr.

Znam oczywiście kilka podstawowych słów z rybnej listy – tuńczyk, łosoś i karp są mi znane. Ale już np. taki jesiotr? Na co mi jesiotr? Jeśli będę miała potrzebę mówić o tym konkretnym stworzeniu, to prawdopodobnie na taką rozmowę przyjdę przygotowana. Jeśli temat jesiotra wyjdzie spontanicznie w zwykłej konwersacji (widzicie, to już brzmi dziwnie), raczej przetrwam ją, używając ogólników typu „pewien typ ryby…”.

Niejesiotr.
Niejesiotr.

Te rybie rozważania powinny Wam pomóc czasem odpuścić. Jasne, możesz katować się kolejną listą słówek, ale najpierw zatrzymaj się i pomyśl, jaką i po co jest Ci to potrzebne (wkrótce na blogu: 3 argumenty za wkuwaniem słówek).

Do nauki, ale bez spiny!

K