Japoński w pół roku: podejmuję wyzwanie!

Oczywiście określenie „japoński w pół roku” to duże uproszczenie. Jeśli zaczynasz naukę języka, to uczysz się go już zawsze, bo zawsze znajdzie się nowe słówko, jakiś neologizm albo regionalizm, albo coś z innej niż Twoja dziedziny. Ale pół roku wystarczy, żebym opanowała (a jak ja, to Ty też!) język w stopniu komunikatywnym.

Wyzwanie rzuciła Enegia Tłumaczy – sklep stworzony z myślą o… no tak, tłumaczach. Sama miałam pomysł, żeby takie wyzwanie zorganizować, ale nie wyszło, więc tym bardziej cieszę się, że i tak ktoś ruszył z mobilizowaniem ludków do nauki. Chcesz dołączyć? Tutaj znajdziesz grupę poświęconą wyzwaniu.

Czemu warto zacząć teraz?

Moim zdaniem lipiec jest świetnym miesiącem do rozprawiania się z marzeniami. Noworoczne postanowienia często nie wypalają, z wielu powodów. Lipiec to początek drugiej połowy roku – mamy za sobą 6 miesięcy od momentu, gdy pełni hurraoptymizmu rzuciliśmy się na głęboką wodę i taką np. naukę języka zaczęliśmy z pomysłem, że będzie to godzina dziennie, a w weekendy to 3! (A przecież już wiemy, że wystarczy 15 minut dziennie!)

Po pół roku, ze słońcem za oknem i mniejszą presją otoczenia jesteśmy bardziej skłonni realistycznie podejść do postanowień i planów i zwyczajnie mamy na to więcej siły, niż po grudniu, który w niemal każdej branży jest ciężki i/lub dziwny. A potem jeszcze Sylwester. I Boże Ciało. No kompletnie dziwnie się wtedy funkcjonuje, mało kto działa wtedy normalnym trybem, więc i szacowanie swoich możliwości na resztę roku jest zwyczajnie trudne.

Ja i mój japoński

Ja zaczęłam nieco przed wyzwaniem, bo od poniedziałku chodzę na japoński – na intensywny, dwutygodniowy kurs, podczas którego lekcje są codziennie, po 90 minut. Czemu tak? Potrzebowałam czegoś na krótko, do zajęcia się przedpołudniami, a przy okazji wymyśliłam, że będzie to fajny rozpęd do dalszej nauki. Nie wiem jak Wam, ale mi łatwiej się zmobilizować do codziennej nauki przez 2 tygodnie, zamiast do lekcji 2x w tygodniu przez parę miesięcy. Zwyczajnie łatwiej mi sobie tak ułożyć grafik życia i faktycznie się tego trzymać.

Na załączonym obrazku: zdjęcie sprzed 31 tygodni. Dobrze liczycie, to grudzień.

#japoński #kaligrafia #klejki #fiszki #będemsiemuczyć #lingwoholik

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika K (@kamila_p_s)

Moje pierwsze podejście do japońskiego miałam już w grudniu, gdy z koleżanką miałyśmy się wymieniać jej japoński za mój hiszpański. Nigdy nie kręcił mnie ten język, ale w myśl zasady „jeszcze go nie znam”, zgodziłam się na wymianę i z czasem zaczęłam się nim jarać. Zwłaszcza tym, że w porównaniu z gruzińskim jest bardzo dostępny – sieć pełna jest darmowych źródeł do nauki, księgarniane półki uginają się od podręczników i słowników… Niebo dla lingwoholika!

Niestety ze względu na problem z ustalaniem pasujących nam obu terminów, pomysł porzuciłyśmy. Zostałam z zakupionymi fiszkami, wydrukowanymi kilogramami makulatury z ćwiczeniami do hiragany, katakany, rysunkami, zalożonym zeszytem i… no właśnie. Z wiszącym gdzieś z tyłu głowy wyrzutem pt. „Przecież się już nastawiłam, że się nauczę japońskiego!”. Wyzwanie Energii Tłumaczy to dobry pretekst, żeby brnąć w ten temat.

 

Też zaczynasz naukę japońskiego? Wkrótce wpis o darmowych materiałach do nauki tego języka 🙂

 

aqaa

  • Aaaaa trzymam kciuki i sama biorę się za francuski! <3

  • Ale super 😉 Jako, ze jestem mocno zakrecona na pkcie japonii, kiedys w gimnazjum jeszcze probowalam sie uczyc japonskiego, niestety potem zapal opadl.

  • ja kiedyś, jeszcze w gimnazjum, uczyłam się japońskiego. potem obrzydł mi na studiach (sinologicznych) kiedy miałam lektorat z taką jedną nawiedzoną Japonką 😀 teraz w życiu nie wróciłabym już do nauki tego języka. ale, powodzenia! 🙂 ciekawe wyzwanie.

  • Zawsze marzyło mi się żeby nauczyć się chińskiego albo japońskiego 🙂

  • Świetne wyzwanie.
    Może i ja spróbuję dołączyć:) – zainspirowałaś mnie i zmobilizowałaś

    • Koniecznie! 🙂 Będę wrzucała informacje o przydatnych linkach i materiałach (w dużej mierze darmowych), z których sama korzystam, więc będzie więcej mobilizacji 🙂