Wakacyjny kurs języka – warto?

Temat intensywnych wakacyjnych kursów języka chciałam poruszyć już wcześniej, ale doszłam do wniosku, że pisałabym z punktu widzenia teoretyka. Świeżo po dwutygodniowym kursie japońskiego zrobiłam podsumowanie: czy warto iść na dwutygodniowy kurs wakacyjny?

Na czym polega wakacyjny kurs języka?

Gdy mowa o wakacyjnych kursach, często myślimy o tych wyjazdowych. Jednak coraz więcej szkół językowych na czas międzysemestralnej przerwy wprowadza do oferty stacjonarne, intensywne kursy języka.

Większość z nich trwa 2-4 tygodnie i jest skierowana do osób zaczynających naukę lub ma formę konwersatoriów (na konwersacje chodzilam kiedyś w wakacje do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej, ale nie pamiętam, jak często były spotkania). Mój kurs japońskiego w Sakurze w 2017 r. trwał właśnie dwa tygodnie – lekcje codziennie, po 90 min, co daje 20 godzin lekcyjnych nauki.

Ile można się nauczyć w 2 tygodnie?

Całkiem sporo! Ja po 10 dniach zajęciowych mogę śmiało powiedzieć, że:

  • w miarę płynnie czytam hiraganę
  • znam 4 kanji
  • poznałam ok. 100 słów
  • poznałam kilka najważniejszych konstrukcji gramatycznych
  • osłuchałam się z japońskim
  • oswoiłam z mówieniem po japońsku i poćwiczyłam wymowę
  • utwierdziłam się w chęci kontynuowania nauki

Plusy intensywnych kursów wg lingwoholiczki:

  • ciągłość nauki: nawet jeśli nie powtórzyłam materiału w domu, większość pamiętałam z poprzedniej lekcji;
  • powrót do „szkoły”: okazuje się, że mój naturalny, spontaniczny sposób notowania różni się od tego, jak planuję notatki w domu – wykorzystam tę wiedzę przy dalszej, samodzielnej nauce;
  • szybkie osłuchanie z wieloma akcentami: w Sakurze mieliśmy lekcje z czterema czy pięcioma lektorkami, samymi natywnymi, do tego dochodzi wymowa innych kursantów i ta z nagrań audio. WOW!
  • dyscyplina: codzienna nauka języka to coś, do czego dążę w swoich planach, ale niestety nie zawsze wychodzi. Tu nie miałam wyboru – dzień w dzień lekcja i praca domowa!

Minusy intensywnych kursów:

  • urwanie nauki: po dwutygodniowym kursie mogę czekać do… września, na zwykły kurs. Choć nawet nie mam pewności, czy osiągnięty przez 2 tygodnie poziom pozwala na pójście na drugi semestr, czy nie musiałabym zaczynać jednak od zera;
  • tempo przyswajania: dla mnie było całkiem przyjemne, chyba jestem zahartowana po klasie dwujęzycznej (16 h hiszpańskiego tygodniowo – to dopiero trening mózgu!), ale podejrzewam, że nie każdemu byłoby na takim kursie łatwo, zwłaszcza dla dzieci może to być za dużo; w przypadku niektórych języków dochodzi też trudność z alfabetem – jednoczesne opanowywanie struktur, słów i pisowni przy takiej intensywności nie jest łatwe;
  • poziom: z powodów organizacyjnych takie kursy zazwyczaj są na poziomie 0 albo w formie konwersacji, więc dla osoby, która chciałaby w wakacje podgonić poziom języka już w jakimś stopniu opanowanego, może się nie znaleźć nic ciekawego;
  • powtórzenia: dla mnie nieco męczące, ale rozumiem, że szybkość przerabiania materiału wymusza to na lektorach – częste wracania do przerobionego lekcję czy pół lekcji wcześniej zagadnienia, odpytywanie 3 razy z tych samych słówek… Niby dzięki temu samodzielna powtórka w domu nie była potrzebna, ale jednak we mnie pojawiało się poczucie, że można by w tym czasie coś nowego już zacząć.

 

No to warto czy nie warto iść na kurs wakacyjny?

Wszystko zależy od tego, czego po nim oczekujecie. Jeśli te oczekiwania pokrywają się z zauważonymi przeze mnie plusami – polecam bardzo. Ja jestem strasznie zadowolona z tego pomysłu, myślę, że to był dla mnie dobry rozpęd przed dalszą nauką i fajnie było się tak oswoić z japońskim. Myślę, że jeśli w przyszłym roku wymyślę sobie naukę kolejnego języka, który będzie się bardzo różnił od tych już mi znanych, to chętnie zacznę właśnie od takiej parotygodniowej rozgrzewki.

A jak Wasza nauka o tej porze roku? Lato ze słownikiem czy raczej odpoczywacie?

K