Wakacyjny kurs języka – warto?

Temat intensywnych wakacyjnych kursów języka chciałam poruszyć już wcześniej, ale doszłam do wniosku, że pisałabym z punktu widzenia teoretyka. Teraz jestem po dwutygodniowym kursie japońskiego i mogę się z Wami podzielić świeżymi obserwacjami.

Na czym polega wakacyjny kurs języka?

Gdy mowa o wakacyjnych kursach, często myślimy o tych wyjazdowych. Jednak coraz więcej szkół językowych na czas międzysemestralnej przerwy wprowadza do oferty stacjonarne, intensywne kursy języka. Większość z nich trwa 2-4 tygodnie i jest skierowana do osób zaczynających naukę lub ma formę konwersatoriów (na konwersacje chodzilam kiedyś w wakacje do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej, ale nie pamiętam, jak często były spotkania). Mój kurs japońskiego w Sakurze trwał właśnie dwa tygodnie – lekcje codziennie, po 90 min, co daje 20 godzin lekcyjnych nauki.

Ile można się nauczyć w 2 tygodnie?

Całkiem sporo! Ja po 10 dniach zajęciowych mogę śmiało powiedzieć, że:

  • w miarę płynnie czytam hiraganę
  • znam 4 kanji
  • poznałam ok. 100 słów
  • poznałam kilka najważniejszych konstrukcji gramatycznych
  • osłuchałam się z japońskim
  • oswoiłam z mówieniem po japońsku i poćwiczyłam wymowę
  • utwierdziłam się w chęci kontynuowania nauki

Plusy intensywnych kursów wg lingwoholiczki:

  • ciągłość nauki: nawet jeśli nie powtórzyłam materiału w domu, większość pamiętałam z poprzedniej lekcji;
  • powrót do „szkoły”: okazuje się, że mój naturalny, spontaniczny sposób notowania różni się od tego, jak planuję notatki w domu – wykorzystam tę wiedzę przy dalszej, samodzielnej nauce;
  • szybkie osłuchanie z wieloma akcentami: w Sakurze mieliśmy lekcje z czterema czy pięcioma lektorkami, samymi natywnymi, do tego dochodzi wymowa innych kursantów i ta z nagrań audio. WOW!
  • dyscyplina: codzienna nauka języka to coś, do czego dążę w swoich planach, ale niestety nie zawsze wychodzi. Tu nie miałam wyboru – dzień w dzień lekcja i praca domowa!

Minusy intensywnych kursów:

  • urwanie nauki: po dwutygodniowym kursie mogę czekać do… września, na zwykły kurs. Choć nawet nie mam pewności, czy osiągnięty przez 2 tygodnie poziom pozwala na pójście na drugi semestr, czy nie musiałabym zaczynać jednak od zera;
  • tempo przyswajania: dla mnie było całkiem przyjemne, chyba jestem zahartowana po klasie dwujęzycznej (16 h hiszpańskiego tygodniowo – to dopiero trening mózgu!), ale podejrzewam, że nie każdemu byłoby na takim kursie łatwo, zwłaszcza dla dzieci może to być za dużo; w przypadku niektórych języków dochodzi też trudność z alfabetem – jednoczesne opanowywanie struktur, słów i pisowni przy takiej intensywności nie jest łatwe;
  • poziom: z powodów organizacyjnych takie kursy zazwyczaj są na poziomie 0 albo w formie konwersacji, więc dla osoby, która chciałaby w wakacje podgonić poziom języka już w jakimś stopniu opanowanego, może się nie znaleźć nic ciekawego;
  • powtórzenia: dla mnie nieco męczące, ale rozumiem, że szybkość przerabiania materiału wymusza to na lektorach – częste wracania do przerobionego lekcję czy pół lekcji wcześniej zagadnienia, odpytywanie 3 razy z tych samych słówek… Niby dzięki temu samodzielna powtórka w domu nie była potrzebna, ale jednak we mnie pojawiało się poczucie, że można by w tym czasie coś nowego już zacząć.

 

No to warto czy nie warto iść na kurs wakacyjny? Wszystko zależy od tego, czego po nim oczekujecie. Jeśli te oczekiwania pokrywają się z zauważonymi przeze mnie plusami – polecam bardzo. Ja jestem strasznie zadowolona z tego pomysłu, myślę, że to był dla mnie dobry rozpęd przed dalszą nauką i fajnie było się tak oswoić z japońskim. Myślę, że jeśli w przyszłym roku wymyślę sobie naukę kolejnego języka, który będzie się bardzo różnił od tych już mi znanych, to chętnie zacznę właśnie od takiej parotygodniowej rozgrzewki.

A jak Wasza nauka o tej porze roku? Lato ze słownikiem czy raczej odpoczywacie?

K

  • Dobrze znać też minusy i dlatego ten wpis ma sporą wartość, a nie tylko zachętę do działania 🙂

  • Przemysław Piątek

    Dużo dobrego słyszałem o takich szybkich kursach. Sam planuję pójść na coś takiego a dodatkowo dołożyć sobie jakieś fiszki itp.

    • Fiszki dobra rzecz 🙂 A jaki język chcesz zacząć?

      • Przemysław Piątek

        Hiszpański mam w planie. Już testowałem fiszki papierowe i na smartfona, tylko jakoś ostatnio z czasem krucho.

  • uważam że zawsze warto uczyć się języków poniewaz czyni to człowieka wolnym. Obecnie szukam kogos kto nauczy mnie norweskiego

  • Ja często chodziłam na kursy intensywne, jeszcze w czasach studenckich, czyli ładnych parę lat temu 😉 I nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem odpowiedniej grupy pod względem poziomu – co prawda w Warszawie, więc wybór szkół językowych pewnie największy w Polsce 😉

    • To też od języka zależy. Z angielskim pewnie nie ma problemu, ale już jakieś mniej popularne są trudniejsze do znalezienia 🙂

      • Hiszpańskiego w Warszawie jak grzybów po deszczu 😉

        • mówiąc o mniej popularnych, mam na myśli raczej jakiś japoński, hebrajski itp. :p Hiszpański popularnością niemal dorównuje angielskiemu.

  • Karolina Roziewicz

    Fajne podsumowanie. Podoba mi się podsumowanie tego, co można się nauczyć w krótkim czasie. Nie nazwałabym jednak 90 minut dziennie intensywną nauką. Czy uważasz, że to faktycznie dużo?

    Moje doświadczenia są nieco inne. Jak chciałam się zapisać na intensywny wakacyjny kurs hiszpańskiego rok temu, nie mogli uzbierać grupy…
    Poza tym, ie do końca wierzę w grupowe kursy w szkołach językowych, ale w intensywne sesje jak najbardziej! Jednak plusem takich grupowych kursów jest zdecydowanie, tak jak piszesz, mobilizacja.
    Jak tylko uspokoi się u mnie, wracam do hiszpańskiego! Pozdrawiam!

    • Niee, 90 min to nie jest dużo, ale jednak w porównaniu ze zwykłym kursem, gdzie lekcje są 1-2x90min/tyg zazwyczaj, takie dwa tygodnie codziennych zajęć to spora różnica 🙂 Na 10 spotkaniach przerabia się materiał z ponad miesiąca.

  • W związku z powoli planowaną przeprowadzką potrzebowałam szybko zabrać się za francuski i plan był taki, że zrobię taki wakacyjny szybki kurs na A1, potem od października pójdę na A2, a w międzyczasie przerobię sama resztę książki. Z kursami dokładnie tak zrobiłam, z samodzielnym przerabianiem nie do końca wyszło. Efekt był taki, że na kursie A2 jednak odstawałam od grupy i długo nie mogłam nadrobić braków. Więc wg mnie takie kursy są fajne, żeby zacząć, albo nawet jako rodzaj wakacyjnej rozrywki, ale jako pójście na skróty niestety niekoniecznie. Z językami chyba po prostu nie da się iść na skróty 😉

    • Słuszna uwaga, to ważne, żeby nie opierać się tylko na tym, co na lekcjach 🙂 To jak z matematyką – jak się nie przerobi i nie utrwali po kolei podstaw, to potem ciężko łatać dziury w wiedzy 😛

  • Pingback: Darmowe materiały do nauki japońskiego - lingwoholik.pl()