Czy warto kupić kalendarz Moleskine?

Końcówka roku to . Coraz większą popularnością cieszą się w Polsce Moleskine’y – notatniki i kalendarze. Jednak ich cena może zniechęcać. Jeśli zastanawiacie się, czy warto kupić kalendarz Moleskine, może przyda Wam się moja recenzja.

Kilka lat temu w pracy dostałam dzienny kalendarz Moleskine. Choć korzystałam z niego przez cały rok, nadal nie jestem fanką moleskinów. Poniżej znajdziecie najważniejsze wady i zalety tych kalendarzy, a na końcu moje podsumowanie. Jestem też ciekawa Waszych opinii!

Plusy:

estetycznie wykonany – ciężko cokolwiek zarzucić wyglądowi Moleskine’ów;

wytrzymała okładka – mam w zwyczaju wkładać dużo papierów do kalendarza, więc zdarzało mi się, że pod koniec roku pękały mi okładki w innych kalendarzach; ale zdarzyło się to może ze dwa razy, więc nie jest to dla mnie aż taki plus;

kieszonka – obecnie standard w kalendarzach i notatnikach, posiada ja większość;

dostępne wzory i kolory – mój kalendarz był żółty, jednak moleskiny często; do tego dochodzą kolekcje licencyjne, np. ze Star Wars, z Małym Księciem czy postaciami z bajek Disneya;

Kalendarz moleskine peanuts

Minusy:

cena – za cenę jednego Moleskine’a możecie kupić bardzo dobry kalendarz innej firmy i jeszcze Wam zostanie kasa na jakiś notes, pióro lub książkę (dzienny Moleskine rozmiar L – czyli A5 – to w oficjalnym sklepie koszt ponad 70 zł);

papier – tak wszędzie chwalony, mi nie odpowiada. Dość cienki, koszmarnie pajączkuje, praktycznie wszystko, czym pisałam, przebijało, kartki prześwitywały. Choć sama w kalendarzu rzadko piszę piórem, polecam Wam wideotest do obejrzenia:

jednolitość – zdecydowanie brakowało mi rozdzielenia poszczególnych miesięcy; odnalezienie czegokolwiek w tak monotonnym graficznie kalendarzu było ciężkie, poradziłam sobie naklejkami z aliexpress:

 

Czy wg lingwoholika warto kupić kalendarz Moleskine?

Jestem na nie. Od razu zaznaczam, że nie umiem odnaleźć się w fali zachwytów nad moleskinami. To takie papiernicze Ray Bany: nakreśliły jakiś kierunek (nie sposób teraz przeoczyć dziesiątki notesów z zaokrąglonymi brzegami, gumką i kieszonką z tyłu) i zyskały etykietę kultowych, moim zdaniem nie wytrzymały jednak próby czasu i konkurencji. O ile notesy tematyczne i limitowane edycje są ciekawe, zwykły kalendarz do mnie nie przemawia.

To bardzo fajne kalendarze, jeśli odpowiada Wam ich układ wewnątrz (zrecenzowałam kalendarz dzienny, bo taki miałam i z takich korzystam na co dzień, są też moleskiny tygodniowe i miesięczne), ale uważam, że w ich przypadku płaci się głównie za markę.

Nawet znalezione przeze mnie plusy nie są niczym szczególnym – te cechy posiada wiele innych serii kalendarzy i notatników. „Kultowość” marki Moleskine jest dla mnie niewystarczającym powodem, żeby sięgnąć po jej kalendarze. Może gdyby pojawił się wzór, któremu nie umiałabym się oprzeć (kalendarz w dinozaury! to by było coś), wydałabym na moleskina taką konkretną kwotę. W innym przypadku niestety to nie firma dla mnie.

 

A Wy, z jakich kalendarzy korzystacie?