Wiedza to siła: wywiad z Dobrosławą Gogłozą

Poliglotka, specjalistka od komunikacji i etycznej strony marketingu: Dobrusia Gogłoza, Head of Strategy agencji All Hands opowiedziała mi o swoich doświadczeniach w pracy z międzynarodowym zespołem i jej podejściu do nauki języków.

Dobrosława Gogłoza All Hands Agency wywiad

To na rozgrzewkę: ile znasz języków?

Studiowałam filologię angielską, maturę zdawałam z niemieckiego i później trochę kontynuowałam naukę. Na studiach niemiecki był tylko od zera, więc zapisałam się na hiszpański i absolutnie się zakochałam, doprowadziłam go ostatecznie do jakiegoś C1 i staram się go pielęgnować. Kilka lat temu zaczęłam uczyć się rosyjskiego i umiem już całkiem dobrze czytać i mówić w tym języku. Po drodze miałam też przygody z fińskim i litewskim. Do fińskiego mam ochotę wrócić, bo jest piękny.

I których używasz na co dzień?

Oczywiście angielskiego. Raz miałam okazję poprowadzić webinar po hiszpańsku dla aktywistek z Ameryki Południowej. Staram się regularnie czytać teksty po rosyjsku i hiszpańsku, żeby nie stracić kontaktu z językiem.

Rozmawiałyśmy niedawno o tym, jak z czasem zmieniło się Twoje podejście do uczenia się języków. Co jest według Ciebie kluczem do efektywnej samodzielnej nauki?

Po każdym upadku się podnosić. Mam duży problem z ambitnymi założeniami i tym, że później się wypalam i zarzucam naukę na jakiś czas, a powroty są zawsze ciężkie i bolesne. Oczywiście nie wyciągam z tego wniosków i następnym razem znów planuję ambitnie. Więc niby wiem, że lepiej jest robić coś bardzo regularnie, niekoniecznie w dużym wymiarze, ale mi to nie wychodzi.
Przy okazji nauki rosyjskiego zrobiłam eksperyment polegający na tym, że nie korzystałam z żadnych książek do gramatyki, uczyłam się tylko słownictwa i dużo słuchałam, a później również czytałam. Podobno mówię całkiem nieźle, więc przynajmniej w przypadku języka, który nie jest bardzo odmienny od mojego języka ojczystego, taka metoda może się sprawdzić.

Skąd pomysł na taką zmianę?

To podejście do nauki było mi łatwiej dostosować do pracy i życia. Wyrobiłam sobie taki rytm, że codziennie jadąc do pracy i wracając z niej, odsłuchiwałam nagrań z kursu. Dużo ciężej byłoby mi robić postępy, gdybym chciała uczyć się, siedząc nad książkami w wolnym czasie zamiast wykorzystywania do tego celu dojazdów, które są normalnie takim czasem marnowanym. Myślę, że to jest ważne kiedy języków uczą się osoby już dorosłe, mające wiele różnych zobowiązań. Dorosłość nie daje zbyt dużo czasu na naukę i trzeba dużo bardziej się gimnastykować, żeby robić postępy.

W Otwartych Klatkach zarządzałaś zespołami z różnych krajów. Na ile wystarczał Ci na co dzień angielski, a na ile jednak odczuwałaś potrzebę komunikowania się w językach lokalnych?
Nie wiem, czy udało mi się doprowadzić język rosyjski do poziomu, który pozwoliłby mi rozmawiać z osobami z tych zespołów sprawniej niż po angielsku, ale w niektórych rozmowach był on przydatny. Na pewno pozwolił mi samodzielnie szukać źródeł i być na bieżąco z tym co się dzieje za naszą wschodnią granicą. Pozwolił lepiej myśleć o tym, jak prowadzić w tych krajach komunikację, bo mogłam samodzielnie obserwować, jak wygląda komunikacja, która obecnie funkcjonuje tam w mediach społecznościowych czy na ulicach. Łatwiej było mi też podróżować za granicę bez obawy, że nie dogadam się na ulicy, albo że nie będę w stanie kupować wegańskich produktów – cyrylica trochę przeraża.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Dobrusia Gogłoza (@dobrusia.gogloza)


Muszę przyznać, że ja też po prostu lubię się uczyć języków, więc motywacja związana z pracą była dla mnie bonusem, ale tak naprawdę tylko czekałam na okazję do uczenia się kolejnego języka.

Wcześniej pracowałaś jako nauczycielka angielskiego. Miałaś odruch poprawiania albo jakieś inne pedagogiczne naleciałości?

Nienawidzę poprawiania ludzi kiedy coś mówią. Poprawianie bardzo wybija z rytmu i sygnalizuje, że słuchamy tylko tego jak ktoś mówi, a nie tego co mówi. Ja uważam, że języki są po to, żebyśmy mogli wymieniać się myślami i nawiązywać relacje. Możemy poprawiać jakość tej komunikacji i sprawiać, że dzięki temu łatwiej nam myśli ubrać w słowa i przekazać je drugiej osobie, ale nie możemy zapominać, że to tylko narzędzie, a nie cel sam w sobie. Są osoby, które świetnie się komunikują, robiąc błędy i osoby, które są bezbłędne, ale boją się rozmawiać i myślę, że to te pierwsze mają większą korzyść i frajdę z władania językiem obcym.

To czy w ogóle  doświadczenie nauczycielskie pomagało Ci w kontaktach z osobami średnio radzącymi sobie po angielsku?

Dało mi to, że nie ma praktycznie tak kiepskiego poziomu języka, żebym nie była w stanie go zrozumieć. Nauczyciele mają umiejętność swobodnego poruszania się po różnych poziomach sprawności językowej (w związku z tym, że uczyli grupy na różnym poziomie). Po sprawdzeniu tysięcy kartkówek i sprawdzianów bardzo dobrze też czytam każdy charakter pisma.

Jako All Hands zwracaliście uwagę na problem języka w środowisku pracy i postrzegania kompetencji pracownika. Mi się od razu nasuwa przykład wschodniego akcentu i migrantów z Ukrainy. Myślisz, że to duży problem w Polsce?

Myślę, że to jest problem i jestem przekonana, że akcent wpływa na postrzeganie kompetencji czy szansy na awans. Oczywiście według narodowych stereotypów, a Polacy się często czują od niektórych nacji lepsi. Nie znam badań tylko na temat Polski, ale takie uprzedzenia występowały wszędzie gdzie je badano, więc nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby Polska wypadała lepiej niż inne kraje.
Rzeczą, której warto unikać jest wskazywanie dwóch, trzech osób, które awansowały i robienia z tego dowodu, że uprzedzenia czy dyskryminacja nie istnieją. Dobra praca czy awans w przypadku grup dyskryminowanych może oznaczać po prostu, że musiały się starać dużo bardziej i być dużo lepsze niż gdyby były rodowitymi użytkownikami języka.

W coraz bardziej globalnym świecie coraz więcej osób posługuje się w pracy językiem obcym.

To bardzo ułatwia…

Opublikowany przez All Hands Agency Poniedziałek, 26 października 2020

Sama byłam zaskoczona tym, jak bardzo język wpływa na postrzeganie nas. Miałam jakieś intuicje, ale kiedy zagłębiłam się w ten temat, to byłam przerażona. Myślę jednak, że wiedza to siła. Nie jesteśmy w stanie rozwiązywać problemów, o których nie wiemy.

Co możemy zrobić, żeby z tym walczyć? U siebie, u innych… Czy to tylko temat pod CSR i zdajemy się na dobrą wolę pracodawców czy jednak jest jakaś szansa na systemowe rozwiązanie?

Problem z walczeniem w tym obszarze polega na tym, że wychwytywanie różnic w wymowie i wyciąganie na ten temat wniosków na temat pochodzenia danej osoby, a następnie przywoływanie stereotypów związanych z danym miejscem to proces bardzo automatyczny i nasze mózgi bardzo lubią wszelkie skróty, które pozwalają dzielić świat na „my” i „oni”. Nie wiem, czy jest możliwe wprowadzanie tutaj zmian systemowych – ale jeśli ktoś taki pomysł ma to chętnie o nim usłyszę. Jedyne rozwiązanie, jakie widzę, to otwartość umysłu i ciekawość świata. Im więcej wiemy o innych krajach i innych ludziach tym mniej polegamy na stereotypach, a bardziej dostrzegamy, że na drugim końcu świata, albo tuż za granicą naszego kraju, są ludzie tacy sami jak my. A być może nie dokładnie tacy sami, bo jednak dorastający w innym otoczeniu i innych warunkach i przez to mogący wprowadzić inne spojrzenie na różne tematy. Większa wiedza i otwartość pokazuje nam, że nie różnimy się od siebie tak bardzo, a jeśli się już różnimy, to kontakt z ludźmi, którzy myślą inaczej jest dla nas (i dla nich) też bardzo wzbogacający i poszerzający horyzonty.

Dodam przy okazji, że bardzo nam się marzy kampania skierowana przeciwko uprzedzeniom wobec imigrantów i mamy już rozpisanych kilka pomysłów, więc jeśli tylko pojawiłaby się jakaś firma, która chce w to zainwestować, to jesteśmy przygotowani.

Dobrosława Gogłoza head of strategy All Hands Agency

 

Czy masz jakieś rady dla osób, których akcent lub znajomość języka nie są perfect, a muszą z niego korzystać w pracy?

Trzeba mieć zaufanie do procesu. Kiedy mamy już jakiś poziom i nie zaczynamy całkowicie od zera, to postęp jest niewidoczny, ale sam fakt regularnego słuchania, czytania i mówienia w danym języku sprawia, że posługujemy się nim coraz sprawniej. Po prostu tego nie widzimy. Próbujmy więc mieć zaufanie do tego, że tak się dzieje. Dobrze jednocześnie świadomie korzystać z treści, które nam ten poziom mogą poprawić – czytać trochę prasy branżowej czy słuchać podcastów związanych z zawodową tematyką.
Warto też zainwestować w lekcje z dobrym trenerem lub trenerką wymowy. Wiele osób myśli o gramatyce czy słownictwie jako obszarach, które muszą poprawić, ale to poprawienie wymowy daje nam najszybsze poczucie postępów i zwiększa naszą pewność siebie w rozmowie. Jeśli znamy jakieś słowo, ale nie będziemy pewni, jak je wypowiedzieć, to i tak go nie użyjemy, a być może też nie zrozumiemy go, kiedy powie je inna osoba. Wymowa to w wielu przypadkach wychwytywanie powtarzalnych błędów i nawyków z przeszłości, więc doświadczona osoba może dość szybko wskazać z którymi głoskami czy zbitkami głosek radzimy sobie gorzej i wskazać nam konkretne ćwiczenia na poprawienie wymowy.

No i na koniec: pamiętaj o tym, że posługujesz się językiem dla siebie obcym w pracy tylko dlatego, że większość Twoich rozmówców nie zna ani słowa w Twoim ojczystym języku. To powinien być zawsze powód do dumy, a nie stresu i kompleksów. Nauczenie się języka obcego do poziomu pozwalającego na używanie go w pracy wymaga wielu lat ciężkiej pracy. Bądź z siebie dumna/dumny.

 

Dobrosława Gogłoza

Założycielka i Head of Strategy w All Hands Agency, agencji marketingowej specjalizującej się w komunikacji przez wartości. Wcześniej wieloletnia prezeska Stowarzyszenia Otwarte Klatki, jeszcze wcześniej nauczycielka angielskiego. Uwielbia książki i naukę języków i obserwuje Lingwoholika od pierwszych wpisów.

(Visited 447 times, 1 visits today)